Dodana: 1 luty 2007 09:27

Zmodyfikowana: 1 luty 2007 09:27

Czy będzie dodatkowa poradnia kardiologiczna w Białymstoku?

Szpital Miejski w Białymstoku wciąż nie może dojść do porozumienia z Narodowym Funduszem Zdrowia w sprawie uruchomienia w mieście dodatkowej poradni kardiologicznej.

- Mam wszystko: sprzęt, lekarzy i właśnie kończę remont. NFZ wciąż zwleka z podjęciem decyzji o zakontraktowaniu porad kardiologicznych w moim szpitalu - skarży się szef placówki.

Żaden z pacjentów na pewno nie zmartwiłby się, gdyby dzięki nowej poradni specjalistycznej skróciły się kolejki. Dyrektor szpitala miejskiego Krzysztof Teodoruk jeszcze wiosną złożył w NFZ ofertę. Już wtedy przedstawił możliwość uruchomienia i prowadzenia takiej poradni. Dlaczego się na to zdecydował?

- Od dawna obserwuję to, co się dzieje w szpitalu klinicznym. Pacjenci czekają tam w gigantycznych kolejkach. Rok, zanim zawałowiec dostanie się do kardiologa - to nie do pomyślenia - mówi Teodoruk. - W każdej chwili mogę otworzyć w szpitalu poradnię kardiologiczną. Niestety, fundusz przez cały czas rzuca nam kłody pod nogi.


Tymczasem Rzecznik podlaskiego NFZ Jan Mirucki powiedział że:
- Świadczenia kardiologiczne zostały zabezpieczone na terenie Podlasia w wyniku aneksowania umów wieloletnich. Szpital Miejski nie mógł brać udziału w tym postępowaniu, ponieważ nie ma takiej umowy z NFZ. Mimo że proces ten wyczerpał środki finansowe przeznaczone na świadczenia z zakresu kardiologii w roku 2007, propozycja złożona przez Szpital Miejski jest przedmiotem naszych analiz.

- Fundusz myśli, a ja wciąż nie wiem: wóz czy przewóz? Kiedy zapadnie ostateczna decyzja i czy ja w ogóle mam szansę? Nikt nie jest w stanie mi odpowiedzieć - denerwuje się Teodoruk.


Kardiolodzy w poradni szpitala klinicznego przyjmują około 30 pacjentów dziennie. Nowa poradnia w szpitalu miejskim byłaby w stanie przyjąć 20 osób.
- Nowa poradnia niczego nie zmieni - przekonuje Bogusław Poniatowski, dyrektor szpitala klinicznego. - Wszystko jedno, czy poradnia jest jedna w mieście, czy na każdej ulicy, bo liczba świadczonych usług zależy wyłącznie od pieniędzy, przyznawanych przez fundusz.


Nieco innego zdania jest jego podwładny docent Sławomir Dobrzycki, szef kliniki kardiologii inwazyjnej:
- Każda dodatkowa poradnia w mieście byłaby idealnym rozwiązaniem. U nas na wizytę średnio czeka się pół roku. Wina oczywiście leży po stronie funduszu zdrowia, który nie chce zakontraktować dodatkowych świadczeń kardiologicznych.

Gazeta Wyborcza

Logo serwisu Twitter Logo serwisu Facebook